poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Lany poniedziałek, moja mokra historyjka...

Hej wszystkim. Dzisiaj jak każdy wie jest lany poniedziałek. Dzień ten głównie polegał na symbolicznym biciu witkami wierzby lub palmami po nogach i oblewaniu się zimną wodą, co symbolizowało wiosenne oczyszczenie z brudu i chorób, a w późniejszym czasie także i z grzechu. W dzisiejszych czasach jednak nikt już tak tradycyjnie tego nie robi, teraz mamy pistolety na wodę, jajka na wodę oraz inne psikawki. Dzień ten, mimo to, że powinien być jak najbardziej mokry, aby był udany nie dla wszystkich jest wesoły. Oglądając dzisiejsze wieczorne wiadomości dowiedziałam się, że wiele osób oblewania innych bez umiaru, powodując przez to szkody mienia. Za taką nachalną zabawę grozi mandat do 500 zł, dlatego lepiej uważajmy :D  Jak już może niektórzy wiedzą z poprzedniego bloga, że jestem harcerką. Dlatego też dzisiaj miałam iść na lany poniedziałek gościnnie do zastępu Amazonek. Jednak choroba mi w tym przeszkodziła. Właściwie to mam tylko katar spowodowany alergią oraz leciutki kaszel, jednak wiecie jacy są rodzice... Przechodząc dalej, zamiast harcerskiego poniedziałku mama wraz z tatą zabrali mnie na molo. Pogoda mimo tego, że nie była słoneczna, to i tak dopisywała, dlatego też rodzice kupili mnie i mojej siostrze lody i gofry. Oczywiście w między czasie zrobiłam kilka zdjęć. Po małej przekąsce udaliśmy się z powrotem do domu. Byłam nawet szczęśliwa że nie zostałam oblana, jednak do czasu. Usłyszałam dźwięk dzwoniącego domofonu. Podnosząc słuchawkę dowiedziałam się od kolegi, że chcę on schować się w mojej klatce, aby nie zostać oblanym. Więc cóż, ja jako "dobra" koleżanka otworzyłam mu drzwi od klatki. Zaczęłam już wracać do pokoju, jednak usłyszałam rozlegający się po całym mieszkaniu dzwonek do drzwi wejściowych. Otworzyłam drzwi, aż tu nagle..... zostałam oblana. Tak, tak dałam się oblać. Było to tak niespodziewane! Otwieram drzwi, a moi uwaga! dwaj, a nie jeden kolega na mnie napadli. Jeden oblał mnie wodą z wiaderka, natomiast drugi z pistoletu. Zapomniałam wspomnieć, że była ona taka lodowata, że... brrrrr. Szybko zamknęłam drzwi i poszłam zmienić ciuchy, aby nie pływać we własnych ubraniach. Myślę, że takiego lanego poniedziałku nigdy nie zapomnę! Niżej zdjęcia z mojego "suchego" dnia.








 A Wam jak minął lany poniedziałek?

2 komentarze:

  1. Ja lany poniedziałek spędziłam w domku :D
    Pozdrawiam Cieplutko ♥

    OdpowiedzUsuń